Dominika Jajszczak


Mam odwagę stawać w obronie wartości, które dla mnie są najważniejsze wywiad z Dominiką Jajszczak, Dyrektorką Marketingu marki Sukcesu Pisanego Szminką, Członkinią Zarządu Fundacji “Włączeni Plus”.

Dla mnie to taki typ wymarzonej przyjaciółki. Mądra, uśmiechnięta i inteligentna emocjonalnie, ale też zorganizowana i stanowcza. Widać, że ma dużo do powiedzenia i jakbym siadła z nią przy winie, to noc spędziłybyśmy na rozmowie o wszystkim. Jakie były jej początki z Olgą Kozierowską? Co jej gra w sercu? Jak poznała swoje wartości? Co ją dziś frustruje, a co daje kopa do działania.

Jako studentka zaczęłaś pracować z Olgą Kozierowską, założycielką Sukcesu Pisanego Szminką, a teraz jesteś jej prawą ręką i Dyrektorką Marketingu całej marki. Od czego wszystko się zaczęło?

Od przypadku. Studiując na Uniwersytecie Warszawskim brałam udział w gościnnym wykładzie Olgi. Nie znałam jej wcześniej, ale usiadłam w pierwszym rzędzie i… słuchałam jej z zapartym tchem. Kompletnie straciłam poczucie czasu. Godzinny wykład minął w mgnieniu oka. Po zajęciach jechałam na drugą uczelnię, gdzie studiowałam zaocznie. Podczas przerwy zaczęłam opowiadać mojej znajomej o tym ciekawym wykładzie, wychwalać Olgę i głośno zastanawiać się nad tym, jakby to było pracować z taką osobą. Moja koleżanka spojrzała na mnie i powiedziała: „Ja pracuję z Olgą w Sukcesie Pisanym Szminką! Spytałam, czy może chciałaby zatrudnić kogoś dodatkowego”. Tak to się zaczęło. Przypadek, a jednocześnie pierwsza lekcja zawodowa, którą odrobiłam. Jeśli czegoś bardzo chcesz, jeśli czegoś pragniesz - mów o tym głośno, bo może akurat znajdzie się osoba, dzięki której Twoje marzenie okaże się być na wyciągnięcie ręki. Koniec języka za przewodnika.
Nie licząc krótkich praktyk studenckich to była moja pierwsza praca. Mogę powiedzieć, że Olga i jej zespół nauczyli mnie wszystkiego od zera, według ich dotychczasowego stylu pracy, komunikacji, zarządzania – wszystko w atmosferze, którą do tej pory kreowali. Nie było „docierania się” - wskoczyłam w to od razu i bez problemu się odnalazłam. Pewnie też dlatego, że nie miałam porównania. Nie znałam innej kultury pracy, nie miałam odmiennych nawyków. Wówczas nawet nie przyszłoby mi do głowy, że w wieku 30 lat będę zajmować już dyrektorskie stanowisko.

Czemu?

Przychodząc do Sukcesu Pisanego Szminką byłam młodą, niedoświadczoną, zakompleksioną studentką - w dodatku całkowicie przerażoną znalezieniem pierwszej pracy. Olga otworzyła mi głowę na nowe możliwości i styl pracy, który miał się nijak do dotychczasowego zakuwania, zdawania egzaminów czy przygotowywania prezentacji na studiach. Angażowała mnie w kolejne projekty, regularnie zwiększała obszar odpowiedzialności, dawała coraz większą swobodę działania i wreszcie to również ja mogłam zacząć tworzyć swój zespół. I tak w przyszłym roku minie 10 lat odkąd jestem w Sukcesie Pisanym Szminką. I gdyby nie ten przypadek prawie dekadę temu, to na pewno nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem dzisiaj i nie byłabym tym, kim jestem dzisiaj.
A najgorsze jest chyba to, że mając 20 lat budowałam poczucie własnej wartości i pewność siebie w oparciu o to, co inni o mnie pomyślą i jak inni mnie oceniają. Po wielu latach zarządzania projektami wspierającymi kobiety i po wielu szkoleniach, które realizowałyśmy z Olgą, nie przypominam już siebie sprzed lat i życie jest naprawdę łatwiejsze! Teraz realizuję się na własnych zasadach, a nie według scenariusza innych. A przede wszystkim mam odwagę stawać w obronie wartości, które dla mnie są najważniejsze.

Sukces Pisany Szminką kojarzy się jako marka kobieca. Czy działacie jedynie na rzecz kobiet? Co zmieniło się na przestrzeni lat?

Przede wszystkim zmieniłyśmy się my i nasze spojrzenie na przestrzeń biznesową. Od paru lat wychodzimy daleko poza obszar wspierania kobiet. Choć to nie oznacza, że już nastała równość płci w biznesie i na rynku pracy. W tej kwestii nadal pozostaje wiele do zrobienia, dlatego wciąż działamy na rzecz popularyzowania urlopów tacierzyńskich, dzielenia się obowiązkami domowymi i opiekuńczymi, likwidowania luki płacowej czy niwelowania efektu „kary za macierzyństwo”, którą kobiety odczuwają po powrocie do pracy po przerwie związanej z opieką nad dzieckiem.
Wszystkie badania wskazują, że firmy, które inwestują w różnorodność i działania włączające osiągają lepsze wyniki finansowe. Ale nie zyskują na tym same firmy – zyskuje też gospodarka kraju, a także całe społeczeństwo.
Tworzymy różne projekty, programy edukacyjne i kampanie społeczne, których odbiorcami są różne grupy społeczne: społeczność LGBT+, silver generation, osoby neuroatypowe czy z niepełnosprawnościami. Grupy o ogromnym potencjalne, które jeszcze borykają się z różnymi wyzwaniami na rynku pracy, a nierzadko również z wykluczeniem. Chcemy wprowadzić równość jako normę, a szacunek do drugiego człowieka jako kluczową wartość. W ten sposób przyczyniamy się do tworzenia otwartego biznesu.
Najlepiej obrazuje to konkurs Sukces Pisany Szminką, w którym nagradzamy nie tylko przedsiębiorcze Polki, ale także liderki i liderów działających na rzecz różnorodności i włączania. Nagradzamy również organizacje, które wspierają aktywnych zawodowo rodziców czy zatrudniają osoby neuroatypowe czy z niepełnosprawnościami. Pokazujemy role model i dobre praktyki, by inne firmy na rynku mogły się inspirować i wprowadzać takie rozwiązania wewnątrz swoich organizacji.
Ten zresztą projekt zawsze będę darzyła największym sentymentem, bo dosłownie rozwijał się na moich oczach. Kiedy zaczęłam przy nim pracę, to w konkursie było kilka kategorii, mniejsze grono Jury, a formularze zgłoszeniowe wypełniało się w Wordzie – niektórzy wysyłali je do nas pocztą! Teraz mamy ponad 90 ekspertów zaangażowanych w samą weryfikację i ocenę formularzy, mamy kompleksową platformę do wysyłania zgłoszeń, bogatą sieć patronów medialnych, którzy chcą być częścią tej inicjatywy. W tym roku padł rekord liczby zgłoszeń, a także wskaźników zasięgu medialnego konkursu. To tylko pokazuje, jak potrzebna jest dalej ta inicjatywa.

Czy jest coś, co podczas tych wszystkich edycji konkursu szczególnie utkwiło Ci w pamięci? Organizacja konkursu to nie tylko realizacja projektu, a przede wszystkim te wszystkie niesamowite historie kobiet…

Jestem na każdym etapie konkursu – zaczynając od przygotowań do nowej edycji i momentu, kiedy wpływają pierwsze zgłoszenia do systemu. Koordynuję spotkania z ekspertkami i ekspertami, którzy wybierają grono finałowe konkursu. Jestem również podczas obrad Jury Głównego, na których zapadają finalne werdykty. Wszystko musi być dopięte na ostatni guzik, bo jestem perfekcjonistką. Mam bardzo dobrą pamięć – wiesz, że pamiętam wszystkie finalistki z edycji konkursu, które koordynowałam? Jednak to, co zawsze mnie najbardziej wzrusza to moment, w którym na scenie podczas gali finałowej nagrodę odbiera kobieta, która próbuje swoich sił w konkursie drugi, a czasem nawet trzeci raz. To są historie o prawdziwej determinacji, o niepoddawaniu się, o sięganiu po więcej, o walce o siebie. Tego nikt nie może za nas zrobić.

Twój perfekcjonizm to dzisiaj dla Ciebie bardziej wada czy zaleta?

Kiedyś uznawałam perfekcjonizm za moją największą zaletę, z czasem przekonałam się, że jest to chyba moja największa wada. Po prostu ogranicza moją efektywność. Wiele rzeczy możemy zacząć robić (nawet jeśli nie są idealnie przygotowane), a dopiero usprawniać je w trakcie działania. Perfekcjoniści nawet nie biorą takiej opcji pod uwagę. Co gorsza, perfekcjonizm może także wywoływać u nas zbędne poczucie winy związane z tym, że mogliśmy zrobić coś lepiej, bardziej, więcej. Podcinamy sobie tym skrzydła.

Skoro o podcinaniu skrzydeł mówimy to, co Cię najbardziej demotywuje lub frustruje?

Słowa „nie” i „nie da się”. Używałam ich kiedyś bardzo często, ale dopiero kiedy sama zaczęłam je słyszeć od innych, to zaczęły we mnie rezonować. Długo nad tym pracowałam i z osoby, która wiecznie szukała źródła problemu, stałam się osobą, która skupia się na rozwiązaniach. Zatem słowo „nie” zamieniłam na „nie, ale mam inny pomysł”. Szukam alternatyw. I chodź wiem, że czasami z pustego i Salomon nie naleje, to staram się choć trochę przybliżyć do wyznaczonego celu, pokonać jakieś wyzwanie.

Zawsze zadaje to pytanie… Czym dziś jest dla Ciebie sukces i jak jego definicja zmieniała się na przestrzeni lat?

Kończąc studia sukces w moje głowie wiązał się z chłopakiem, super związkiem, stworzeniem rodziny. „No… pierwsze dziecko to musi być przed 30.” I nie ma w tym nic złego, po prostu wówczas nie brałam pod uwagę, że kariera zawodowa może być składową sukcesu. A teraz mam 33 lata, nie mam dzieci, faceta i jestem szczęśliwa, bo moja definicja sukcesu się zmieniła. A w zasadzie w ogóle jej nie mam. Nie wiem, czym jest sukces, nie umiem go opisać. Za to umiem go poczuć. Sukces jest wtedy, gdy wstajesz rano z łóżka uśmiechnięta – i nie ma znaczenia czy to dlatego, że właśnie zakończyłaś ogromny projekt z super wynikiem czy dlatego, że akurat tego dnia idziesz wieczorem do teatru z przyjaciółmi albo wylatujesz na drugi koniec świata.

Jaka była najtrudniejsza decyzja prywatna/zawodowa, którą podjęłaś?

Nie chcę, aby zabrzmiało to brutalnie, ale najtrudniejszą decyzją w zasadzie we wszystkich aspektach mojego życia było odcięcie się o toksycznych ludzi i wampirów energetycznych. Jestem bardzo empatyczną osobą. Przejmuję emocje od innych w mgnieniu oka. Współodczuwam. Możesz się domyślić, jak wpływa na mnie wieczór spędzony z osobami, które tylko narzekają albo jak czuję się po spotkaniu biznesowym z osobą o wysokorozwiniętych zdolnościach manipulacyjnych czy osobowości narcystycznej.

Osoby, które na co dzień zajmują się organizacją eventów i prowadzą projekty żyją bardzo intensywnie. Czy czujesz, że jest cena, którą ponosisz za takie życie?

Zawsze jest jakaś cena, ale tam, gdzie jest cena, także jest wartość, a przynajmniej tak to czuję! Mam przywilej pracowania projektowo. Są miesiące, w których mamy mnóstwo wydarzeń, warsztatów, nagrań do podcastów. Są też takie miesiące, kiedy intensywnie przygotowujemy się do corocznej gali finałowej konkursu Sukces Pisany Szminką. To bardzo medialne wydarzenie na ponad 450 osób, a w prace przy gali zaangażowanych jest ponad 100 osób. Ja to wszystko muszę spiąć. Nie ma wtedy czasu na długie weekendy, urlopy i chodzenie do kina. Ale potem przychodzi czas, kiedy np. jestem w stanie bez problemu pojechać na trzytygodniowy urlop na drugi koniec świata. Wiem, że w wielu miejscach pracy jest to absolutnie niemożliwe.

Czy to właśnie podróże są Twoją odskocznią? Czy to jest to, co Cię nakręca?

Na podróże w zasadzie wydaję większość moich oszczędności i choć użyłam słowa „wydawać”, to pojmuję podróże całkowicie w kategoriach inwestycji w siebie. Absolutnie zgadzam się z tym, że podróże kształcą, pomagają budować nowe relacje, a także sprawdzają te stare. Podróżowanie to możliwość poznania nowych kultur, zrozumienia ludzi zupełnie innych od siebie. To jest ciekawe też dlatego, że czasem wracam z nich w błogim stanie, a czasem z głową pełną pytań, których wcześniej bałam się sobie zadać. Jest to również możliwość sprawdzenia samego siebie, zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych albo kiedy podróżujesz solo. No i nie ma co ukrywać, że podróże są dla mnie totalnym resetem. Gdy jestem już na tym drugim końcu świata, telefon nie dzwoni. Stoję na brzegu hawajskiej wyspy Kauai ze stopami w oceanie, w słuchawkach leci moja ulubiona piosenka i nic innego oprócz tego się nie liczy. Albo gdy widzę ogrom i piękno rafy koralowej u wybrzeża Australii, rybki same do mnie przypływają z ciekawości i jest takie dziwne porozumienie między nami. Albo ten moment, kiedy umęczona wejściem na szczyt w Tatrach, przypominam sobie jak zapierające dech w piersiach są tam widoki. Wówczas zdaję sobie sprawę, jacy jesteśmy malutcy versus otaczająca nas natura. To są wspomnienia, do których wracam w gorszych momentach, kiedy czuję spadek nastroju. Przypominam sobie, jakie pyszne rzeczy jadłam w Tajlandii i jak przytłoczył mnie widok ze szczytu Empire State Building.

Ale powiedzmy sobie szczerze, jestem singielką, nie mam dzieci, nie mam kredytu, dostałam mieszkanie od rodziców i mam bardzo stabilną pracę. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy żyje w takiej rzeczywistości. Zdaję sobie też sprawę, że w niektórych obszarach życia miałam po prostu łatwiej niż inni i doceniam to każdego dnia. Doceniam każdą swoją podróż i każde zarobione na nią pieniądze. Ale też dlatego chcę pomagać innym.

A jak nie podróże to co?

W sumie też podróże, ale do świata filmowego. Mam bzika na punkcie filmów. Bzik jest na tyle duży, że hobbystycznie skończyłam Warszawską Szkołę Filmową i filmoznawstwo na SWPS. Jak ktoś nie wie, co obejrzeć dzisiaj wieczorem, od razu polecam „Ukryte działania”. Niesamowicie inspirująca opowieść o kobietach.

O czym marzy Dominika Jajszczak i czego Ci dziś życzyć?

Żebym wreszcie pozbyła się perfekcjonizmu… a tak na serio to chyba świętego spokoju. Jestem jedną z tych osób, które żyjąc na wysokiej adrenalinie i w totalnym chaosie, bardzo szybko się męczą intelektualnie.

Denounce with righteous indignation and dislike men who are beguiled and demoralized by the charms pleasure moment so blinded desire that they cannot foresee the pain and trouble.

Latest Post

Need Any Help? Or Looking For an Agent